XXVII Niedziela zwykła – Rok C
5 października 2025 r.
Refleksja
Kościół nie jest wspólnotą panów, ale
sług. Tak jak Chrystus nie przyszedł, „aby mu służono, ale aby służyć”, tak
powołaniem każdego w Kościele jest służba, czyli bycie z innymi, a nie tylko
dla innych. Pan Jezus mówi dziś do swoich uczniów: „Tak i wy, gdy uczynicie
wszystko, co wam polecono, mówcie: „Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy
to, co powinniśmy wykonać”»”. W jaki sposób ma zatem wyglądać nasz służba?
Podstawowym elementem służby w tworzeniu
wspólnoty Kościoła jest postawienie Boga na pierwszym miejscu. Nie zawsze
dzieje się to natychmiastowo. Wspaniałe świadectwo poszukiwania w wierze może
stanowić życie bł. kard. Johna Henry’ego Newmana (1801-1890), anglikańskiego
teologa i konwertyty. Jak powiedział o nim w 1975 roku papież bł. Paweł VI,
Newman „był przeświadczony o tym, że przez całe życie z wiarą i pełnym oddaniem
szedł za światłem prawdy, stając się coraz jaśniej świecącą latarnią morską dla
wszystkich, którzy dzisiaj, pośród niepewności świata – świata, jaki on w
sposób proroczy przewidział – pragną niezawodnej orientacji i pewnego
przewodnictwa”. Liturgiczne wspomnienie bł. kard. Newmana Kościół obchodzi 9
października, czyli w rocznicę jego nawrócenia na katolicyzm w 1845 r.
Drugim elementem służby w tworzeniu
wspólnoty Kościoła jest pokora, która stanowi fundament życia duchowego.
Człowiek pokorny uznaje, że Bóg jest wszystkim i że wszelkie dobro pochodzi od
Niego. Św. Teresa z Avila, hiszpańska mistyczka i doktor Kościoła, obrazuje
rolę pokory alegorią wziętą z gry w szachy. Żeby wygrać partię w szachy, trzeba
najpierw umieć ustawić figury i piony na szachownicy, a potem umiejętnie nimi
manewrować. Teresa umie grać w szachy i dlatego wie, że spośród figur
najważniejsza w grze jest królowa, inne figury i pionki pomagają jej tylko.
Królowa (hetman) z gry w szachy jest właśnie obrazem pokory! Inne zalety i
sprawności będą jej pomagać. Jest to niezwykła sprawność, ale tylko dla Boga i
dla tych, którzy poznają prawdę o Nim. Dla pozostałych pokora to coś dziwnego,
nienormalnego, wręcz odpychającego. Św. Teresa daje taki oto przepis na pokorę:
poznaj dwie prawdy: o sobie – że jest w tobie także zło, i o Bogu – że On
ciebie takim kocha.
Trzecim elementem służby w tworzeniu
wspólnoty Kościoła jest dostrzeganie potrzebujących i służba im. W naszych
polskich warunkach doskonale zrozumiała tę prawdę siostra Małgorzata
Chmielewska. Jako przełożona wspólnoty Chleb Życia, prowadzi domy dla bezdomnych,
chorych, samotnych matek oraz noclegownie, jest matką adoptowanych dzieci. Boga
i szczęścia szuka przede wszystkim w codziennej pracy z biednymi, odrzuconymi,
bezdomnymi, chorymi, cierpiącymi. Przywraca im godność i wiarę w siebie. Nigdy
się też nie żali, bo wierzy w sens i powodzenie tego, co robi. Jak wyznała, „ja
swoje życie traktuję jako służbę, dlatego staram się pomóc drugiemu człowiekowi
po to, żeby on sam sobie pomógł, na tyle, na ile jest w stanie”.
Chrystus Sługa może rzeczywiście wejść w
życie ludzi naszego pokolenia i może to życie przemienić, przekształcać. Trzeba
Go postawić na pierwszym miejscu, uznać prawdę o sobie, a także dostrzec tych,
w których jest obecny na co dzień.
ks. Leszek Smoliński
Złota myśl tygodnia
Gdyby
ludzie zdali sobie sprawę z tego czym jest Eucharystia, kościoły byłyby tak
wypełnione,
że trudno byłoby do nich wejść.
Św. Carlo Acutis
Patron tygodnia – 6 października
Błogosławiony Innocenty z
Berzo, prezbiter
Jan Scalvinoni urodził się 19 marca 1844 r. w Niardo
(Val Camonica, Włochy) jako syn Piotra Scalvinoni i Franciszki Poli. Jego
rodzina była biedna. Wychował się u kapucynów w Berzo. Uczył się w kolegium w
Lovere. Do seminarium duchownego wstąpił w Brescii i tam też otrzymał w roku
1867 święcenia kapłańskie, po których pracował jako wikariusz w Cevo. Już
wówczas ujmował wszystkich swymi duszpasterskimi zaletami. Po krótkim stażu w
seminarium został następnie proboszczem w Berzo.
Mając trzydzieści lat postanowił jednak zostać
kapucynem. Przez pewien czas wspomagał mistrza nowicjuszy, a potem
przygotowywał kandydatów. Był wymagający przede wszystkim wobec siebie. Uczył,
by powściągać swój język, bo słowem można bardzo zranić. Był dobrym kaznodzieją
i spowiednikiem. Był podziwiany za swój modlitewny zapał i umiejętność
medytacji, zwłaszcza nad Męką Pańską. Od roku 1880 pracował w Mediolanie, w
redakcji Annali Francescani. Przebywał w różnych klasztorach, ale w klasztorze
Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny w Borno znalazł swoją drogę do świętości.
Zatapiał się w długich modlitwach, wypełniał zwyczajne posługi kapłańskie. Nie
wymigiwał się też od obowiązków zlecanych mu przez posłuszeństwo (takich jak
kwesta), bo były jego sposobem na uświęcenie. Na otoczenie oddziaływał swym
kontemplatywnym usposobieniem, dlatego często był wybierany na kierownika
duchowego.
Był chorowity, a ostatnie miesiące swego życia
spędził w Bergamo, w infirmerii konwentu. Zmarł właśnie tam 3 marca 1890 r.
mając zaledwie 45 lat. Mieszkańcy Berzo wymusili wówczas, by pochowano go w ich
mieście. Jego doczesne szczątki spoczywają w kościele parafialnym w Berzo
Inferiore. 12 listopada 1961 r. został beatyfikowany przez papieża Jana XXIII.
Opowiadanie
Podpora
Wiotki pień
drzewka w ogrodzie przywiązano do mocnego jesionowego pala. Służył drzewku jako
podpora i pomagał, by mógł wzrastać prosto.
Gdy wiatr
zapraszał do tańca, dorastające drzewko poruszało swą coraz bujniejszą koroną,
zaczynało się kołysać i krzyczało:
- Zostaw
mnie, proszę, dlaczego mnie tak sztywno trzymasz? Popatrz tylko, wszyscy
kołyszą się z wiatrem. Dlaczego ja muszę stać nieruchomo?
- Bo się
złamiesz - odpowiadał nieugięcie drewniany pal. - Poza tym mógłbyś przyjąć
brzydką pozycję, wyrosnąć na karłowate, pokrzywione drzewo.
- Jesteś
stary i zazdrosny. Zostaw mnie w spokoju!
Młode drzewo
ze wszystkich sił chciało się uwolnić, lecz stary słup opierał się
zdecydowanie, twardziej i bardziej uparcie niż zwykle.
Pewnego
letniego wieczoru, zapowiadany przez gromy i błyskawice, nadciągnął huragan,
któremu towarzyszyło ostre gradobicie. Szarpane wściekłymi szponami wiatru
drzewko całe trzeszczało, a jego korona chwilami dotykała ziemi. Silniejsze
porywy niemalże wyrywały go z korzeniami.
- To już
koniec - myślało drzewko.
- Wytrwaj! -
wy krzyknął stary pal. Zebrał wszystkie swe siły i stawił czoła nawałnicy. To
była długa i wyczerpująca walka. Lecz w końcu drzewko ocalało, natomiast stary
pal umarł, przełamany na dwa nędzne kikuty.
Młode drzewo
zrozumiało i zaczęło płakać.
-Nie
zostawiaj mnie! Nadal bardzo cię potrzebuję!
Jego wołanie
pozostało bez odpowiedzi.
Kawałek pala
pozostał przywiązany do pnia drzewka, tak jakby w ostatnim objęciu. Dzisiaj
przechodnie patrzą ze zdziwieniem na mocne drzewo. W wietrzne dni wydaje się,
że kołysze ono z czułością stary kawałek suchego drewna.
Ku Kościołowi synodalnemu – Sześć kroków ku odnowie rodziny i parafii cz. 5.
2. Dobry przykład
Pan Jezus objawia nam, co właściwie znaczy miłować. Najpierw, w czasie
Ostatniej Wieczerzy, daje do zrozumienia swoim uczniom, a przez to i nam, że
miłować znaczy służyć w uniżeniu drugiemu człowiekowi. Ten moment w prosty
sposób przedstawia obraz Jezusa umywającego nogi swoim uczniom. Dobrze znamy
ten fragment Ewangelii Janowej. Odczytywany jest zawsze w Wielki Czwartek
podczas Mszy Wieczerzy Pańskiej (J 13, 1-15). Jezus zdjął wierzchnie odzienie,
przepasał się prześcieradłem, nalał wody do miednicy i zaczął umywać uczniom
nogi. Nie rozumiał tego św. Piotr, więc najpierw się wzbraniał – no bo nie
godzi się, by Pan i Nauczyciel umywał im nogi. Kiedy jednak usłyszał od Jezusa,
że jeśli mu nie pozwoli, to przestanie być Jego uczniem, wtedy wręcz prosił,
aby umył go całego. Trzeba też koniecznie przytoczyć tu słowa pytania Jezusa i
zarazem odpowiedzi na nie, które Jezus skierował do uczniów: „Czy rozumiecie,
co wam uczyniłem?”. Zauważył, że w ich oczach widać zdziwienie i
niezrozumienie, dlatego mówi: „Wy Mnie nazywacie Nauczycielem i Panem, i dobrze
mówicie, bo nim jestem. Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i
wy powinniście sobie nawzajem umywać nogi. Dałem wam bowiem przykład, abyście i
wy tak czynili, jak Ja wam uczyniłem”. I dodaje: „Po tym wszyscy poznają,
żeście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali” (J 13, 35).
Umywając uczniom nogi, Pan Jezus przekazuje w ten sposób bardzo ważną
naukę, że ludzie świata będą rozpoznawać Jego wyznawców po przykładzie
wzajemnego miłowania się, którego istotą jest służenie sobie nawzajem z
uniżeniem. Z krzyża dopowiedział nam jeszcze, że tak naprawdę przykazanie
miłowania się wzajemnie zobowiązuje nas do tego, abyśmy jedni drugim dawali
życie. Jezus bowiem przez krzyż, przez swoją śmierć na krzyżu daje nam dobitny
przykład, mocno i do końca wyjaśnia, co znaczy miłować – życie dać, życie
dawać. Nie dziwmy się więc, że sam wcześniej mówił takie piękne słowa: „Tak Bóg
umiłował świat, że dał swojego Syna Jednorodzonego, aby każdy kto w Niego
wierzy nie zginął, ale miał życie wieczne” (J 3, 16). „Bóg pierwszy nas
umiłował” – słyszeliśmy wczoraj w drugim czytaniu w liturgii szóstej niedzieli wielkanocnej.
Pierwszy nas umiłował. On posłał Syna na świat i uczynił Go ofiarą przebłagalną
za nasze grzechy.
bp Andrzej Czaja